Strony

poniedziałek, 17 stycznia 2022

762. Dobrze.

Pełnia dzisiaj, księżyc nie pozostawił wątpliwości, gigantyczny łysy łeb przywitał nas o poranku oraz prowadził do domu po południu. W robocie robota, klikałam, poszłam na pocztę, dzieciaków brak, w przerwie przysiadłam z kawą na zewnątrz Caffè Nero (jasno i bardzo chłodno). Z nudów sprawdziłam, czy wyniki egzaminu przypadkowo nie zamajaczyły na horyzoncie. No i proszę, 21 na 25 punktów, z łatwością zgubiłam cztery punkty, a to jeszcze nie koniec, zbiorcza ocena za moduł przede mną. 

Skończyłam pracę wcześniej i z przyjemnością udałam się do Bootsa, żeby kupić jakiś łagodny szampon, potem Kochany zwinął mnie sprzed centrum handlowego, pojechaliśmy do TK Maxxa, kupiłam kolejny duży szal Fraas (fason identyczny jak ten od Freda, tylko kolor bardziej codzienny, jasnoszary) i kamizelkę Polo Lauren w romby. Wróciliśmy do domu pilotowani przez Łysego, mąż zrobił obiad, wieczorem z kotem na kolanach obejrzeliśmy Cud purymowy (2000) i Fredowi oko płakało od tego. 

Szczęściara ze mnie, wiem.

4 komentarze:

  1. "Cud purymowy" nawet przy drugim oglądaniu mnie bawił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pewnie oglądam to czwarty raz. Taki mały, fajny filmik.

      Usuń
  2. Czasem mamy poczucie szczęścia, o którym chcemy innym powiedzieć, napisać...I wypada to blado i nie przekonuje nikogo...też tak przeżywam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie było zamysłem kogokolwiek przekonać, wszystko jest w porządku :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.