Obiadowego łososia zjedliśmy na śniadanie, bo Kochany spieszył się na przegląd samochodu (autko pozytywnie przeszło NCT) i do pracy. Przed jego wyjazdem złapała nas jeszcze Anna, której już trochę nie widzieliśmy. Za chwilę coś się jej przypomniało, pobiegła do domu i wróciła z kartką wyrwaną z katalogu, a na niej ocena Louth Looking Good naszej ulicy ze zdjęciem ogródka przed naszą mysią norką, który został opisany jako "a particular showstopper". Oczywiście pokraśniałam :D Wyrwana kartka została nam podarowana, idzie w ramkę i na ścianę.
Natychmiast po wyjeździe Freda wyszłam na spacer, na moment tylko skręcając do Anny, żeby jej jeszcze raz podziękować i zapytać o tożsamość dwóch panów ze zdjęcia w przedpokoju (bracia, jeden zginął niedługo po zrobieniu zdjęcia, w wypadku przy pracy). Nie miałam planu, żeby napić się kawy na plaży i trochę tego później żałowałam, bo nie wzięłam karty. Był piękny odpływ, całkiem ciepło, ptaki gwizdały na wiosnę, w kawiarence wolne stoliki, w domkach letniskowych spory ruch, stukanie, wietrzenie, remonty i ogólne wicie gniazdek ruszyło. W naszym ogródku z tyłu domu pasły się dzisiaj aż cztery grzywacze, a szpaki wyjątkowo energicznie awanturowały się między sobą o miejsce przy karmniku.
W Polsce odbył się pogrzeb Józia, naszego sąsiada. Miał swoje lata (80+), ale odporny materiał zabucki, mógłby jeszcze pożyć, gdyby nie wywinął orła na rowerze wracając z Mandoliny. Nieszkodliwy był z niego typ, z tych zamkniętych w sobie, co to rozmawiają ze swoim psem, gdy myślą, że nikt nie słyszy. Dziwnie tak, nie ma już starszych panów na naszej ulicy, a raczej to pokolenie taty jest teraz pokoleniem starszych panów. Starsze panie to też jakieś młodziaki, babcia Mania pozostaje poza wszelkimi kategoriami.
I tyle, dzisiaj już tylko studyjowanie. Jestem po prysznicu, przed herbatą. Chyba już nic się nie wydarzy. Studiowanie jest dziwne, stres jest, czuję się jakbym znowu miała 37 lat :D
___
edit 21:30 Anne zaprosiła mnie na jutro na sztukę, musiałam odmówić, bo sesję wysiaduję, buuuu.
Fred zadzwonił po pracy z centrum Dublina, szłam z nim wieczorną porą przez miasto aż do stacji Connolly. Kochany kupił nowe płyty i już do mnie jedzie.
Gratuluję.
OdpowiedzUsuń😊
Usuń