Strony

czwartek, 13 stycznia 2022

758. Przewidywalnie.

Ze snu wyrwał mnie tatko, który akurat zrobił w kuchni napitki i rozmawiając z babcią stwierdził, że zadzwoni z pytaniem jak się mamy. I tak była pora na pobudkę, więc wstałam, zrobiłam kawę Fredowi (dzisiaj leciał dość wcześnie do Navan) i dopytałam tatę o brata pradziadka, który (jak się okazało) w ostatnim roku wojny był więźniem we Flossenbürgu.

Gdy Kochany odpalił rakietę, ja odpaliłam swoją z napędem nożnym. Plaża, morze, paprochy, kawa.



Wracając wczoraj (a w zasadzie dzisiaj) do domu, Fred zauważył na trawniku za Judżinem trawersującego lisa. Ryszard na szczęście spał w tym czasie na tapczanie, jak to leń, ale strach go teraz wypuszczać, więc gdy po zmroku rudas marudzi o otwarte okno, ignoruję dziada (a nie jest to łatwe, bo dziad rozpuszczony, co oznacza jeszcze kilka żebraczych podejść).

Grzywka po wczorajszym krzywym obcięciu może być — tak stwierdzam po umyciu włosów, docięciu krzywizny, wysuszeniu i przyplaskaniu dłońmi. Po obiedzie już tylko nauka, przelewanie z pustego w próżne. Innych wydarzeń do końca dnia nie przewiduję.

3 komentarze:

  1. Na środkowym morszczyn?

    Kubek po kawie, mam nadzieję, zabrałaś do domu/najbliższego kosza na śmieci po tej sesji fotograficznej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dunno.
      No coś Ty! Mówię "wziąść", zanim coś ubiorę, zastanawiam się co ludzie pomyślą i śmiecę jak nikt nie patrzy ;)

      Usuń
  2. Całkiem ciekawy dzień jak na dzisiejsze czasy!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.