Z ostatnich zajęć z różnic najbardziej zapadnie mi w pamięć, że dobrze jest mieć "Ja ameby", czyli nie rozpłaszczać się z "Ja symbolicznym" gdzie bądź, bo to niezdrowo. Zapisuję. Moja osobowość myszy-archiwistki stoi temu w poprzek, ale mądre.
Wyniki kolokwium mnie nie zadowalają, myślałam, że mam dobrze wszystko, a tu nie mam dobrze wszystkiego, teraz istotę szarą sobie zamulam deliberacjami przy których to dwóch pytaniach spięcie na stykach miało miejsce. Diagnozy dokończone, kulawo, ale lepiej nie będzie, Marchwa wysłała dzieło i niech się mądrzejszy wypowie.
Anne zatekstowała do mnie, że dobrze, że nie poszłam z nią na sztukę. Test pcr jej pokazuje, że złapała covida, jest zaszczepiona, nie powinno być problemu, jednak lepiej nie mieć gada niż go mieć.
I jeszcze z Kochanym nawrzucaliśmy Owsiakowi pinionszkuff do puszki, bo dzisiaj Wielka Orkiestra. Pół dnia byłam umysłowo nieobecna z powodu koła, ale widziałam jak Fredowi łezka się w oku kręciła, gdy słuchał starych nagrań Voo Voo. Ponieważ zaś prawie (które robi wielką różnicę) uwolniłam się z macek sesji, dla rozrywki pojechaliśmy wieczorem do Ka&Jot. Zwyczajowo zasiedzieliśmy się do późna, głowa mi leciała z powodu senności, i jeżeli Mister T. (2019) jest dobrym filmem, to niestety nie w pełni mogłam go docenić przez głowy mojej skłonność do opadania.
Zeszłej nocy mama nie spała z powodu niżu Nadia. Nas też podwiewa pod rozgwieżdżonym niebem.
Też puściłem przelew na Owsiaka. Nawet nie wiem, czy po mieście ktoś chodził u mnie z puszkami. Pogoda była paskudna to by raczej niewiele uzbierali.
OdpowiedzUsuńOstatnio zawsze puszczamy przelewy. Mapa ze stacjonarnymi puszkami (w sklepach) była na stronie WOŚP.
Usuń