Strony

piątek, 7 stycznia 2022

752. Piątek prawie wzorcowy.

Poranek: na śniadanie przeterminowana kiełba podsmażona na gęsim tłuszczu pod Bukartyka z 2017, i do pracy (Fred mnie podwiózł, najpierw musiał usunąć warstwę lodu z przedniej szyby).

Budynek wychłodzony po świętach, więc w mitenkach na rączętach i czapusi na głowie, ale dziarsko. Gdybym z rana oknem nie przytrzasnęła kotu ogonka, byłoby idealnie, a tak mnie gryzło współodczuwanie wraz z wyrzutami. Cisza rezonowała w Centrum, na piętrze ze mną tylko Saren i Lion, jeszcze Ger w recepcji. Lion zrobił, co miał zrobić i skończyliśmy wcześniej, Saren podwiozła mnie do domu, cudnie było choć trochę ogrzać się kawą przy Kochanym siedzącym obok. 

Po kawie najpierw podjęłam podkołderkowy powrót do Sterne'a, a wsunąwszy się bezszelestnie do drugiej ksiegi Tristrama zanurkowałam prawie cała pod kołdrę (tylko w mitenkach) nadal trzesąc się z zimna ... gdzieś tam w tle zajebista Karolina Cicha śpiewała mi Różewicza, i tak oto z wychłodzenia kimnęłam obok kota. Mąż obudził mnie na obiad (frytki, dorsz, grecka sałatka) oraz hektolitry czarnej herbaty. W głośnikach Gra-Żonie Wojtek Waglewski, czyli mnie też :). 

Tatko próbował się ze mną skontaktować jeszcze, gdy byłam w pracy. Chwilę porozmawialiśmy, ale już na wieczór, u Ka&Jot, bo zjechaliśmy do nich posiedzieć wypić herbatę, obejrzeć film. Tym razem w kinie domowym ponownie Szumowska i Twarz (2017), o byciu outsiderem i roli, jaką kościół odgrywa na prowincji. Gdy przed północą wracamy do domu, kot Ryszard siedzi w oknie i łypie.

4 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.