Kochany wyjechał bardzo wczesnym rankiem, po czwartej obudziła mnie cisza dzwoniącą w uszach. Żeby przewietrzyć synapsy w ciągu dnia wyszłam na spacer nad morze i połowę tego czasu przegadałam z tatą i babcią. Pomiędzy szelestem wydruków zrobiłam pranie i test AQ Barona-Cohena. Wynik 27 (szerokie spektrum), ale od razu wiedziałam, które odpowiedzi mi go podwyższą, więc test nie był przeprowadzony rzetelnie. Fred przywiózł świeży zapas czarnej herbaty.
___
edit 21:00 Małżonek dopiero teraz przypomniał sobie, żeby mnie poinformować, że Wu podczas ostatniej rozmowy pochwalił jego film. Na swój sposób oczywiście (znaczy: być może z takim wyrazem twarzy z jakim oglądał kabaret z Andrusem, i nie wiedząc kiedy podczas rozmowy telefonicznej jest jego kolej, żeby zacząć mówić), ale pochwalił. A skoro już piszę, to i mnie się przypomniało, że Rysiu chorował dzisiaj na niestrawność, raczej krótko, acz dobitnie. Nie jestem do końca pewna, czy to, co posprzątałam z podłogi w kuchni to był kawałek mysiego ogona czy coś innego. Czyżby już i myszom nie można było ufać w tych czasach?
środa, 26 stycznia 2022
771. Trochę flow.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ja kupiłem kwiat lipy. Ale najchętniej nic bym nie pił.
OdpowiedzUsuńW jakim sensie nic? Co masz na myśli? Picie płynów męczy? (wystarczy jedna odpowiedź :D).
UsuńW sensie, że nie pragnę :D (ale się nawadniam dla zdrowotności)
UsuńUuuuu! Herbata to ZŁO...
OdpowiedzUsuńMaaatko, Barry's Tea również?
UsuńKAŻDA!!!
Usuń