Do śmichu zapiszę, że otworzyłam rano oczy pamiętając jeszcze sen, w którym Gajos dostał nagrodę za całokształt twórczości i odebrał ją, żeby powiedzieć, że najlepszym polskim aktorem jest Stuhr :D Nie wiem co mnie do niego zainspirowało, ale wiem, co mnie obudziło na dobre: akcja kot. Ryszard leżakował sobie ze mną na łóżku, nawet przesłałam jego mruczącą facjatę Kaś Matce Kotom (w reakcji na jej poranną zaczepkę z dwoma puchatymi kulkami deliberującymi na stole) i przeciągałam się właśnie niezdecydowana, gdy w otwarte okno wpadł szamoczący się ptaszek. W jednej sekundzie kotek był na parapecie ucapiwszy ptaszka, w drugiej goła matka stała w oknie ucapiwszy kotka. Wszystko zadziało się tak szybko, że nie zauważyłam jaki to był gatunek, malizna wykorzystała kocie zaskoczenie i zniknęła w wiosennym ogrodzie. No to siup, adrenalina już była, robię zieloną herbatę.
___
edit 12:40 Zaraz po śniadaniu wybrałam się na spacer nad morze, bez aparatu, za to przy pogadance z tatą, który akurat zrobił sobie przerwę w odkurzaniu. Na plaży dużo wesołych psów z rodzinami, nie aż tak wiele, żeby to przeszkadzało, ot w sam raz. Znalazłam w piasku męski pierścionek, po oczyszczeniu widzę, że tandetny, żaden zabytek z czasów celtyckiej świetności, więc nikt go raczej nie szuka. Do śmieci. Gdy zmierzałam do naszej chatki Katlin akurat nawijała przed domem z Anną Emerytką i zostałam przywołana w celach poglądowych. Bo patrz:


Wie, że lubię daffy, więc chciała mi pokazać. Nie zna ich nazw, szkoda, ale myślę, że odnalezienie podobnych to nie problem, tym bardziej, że te są z sieciówek. No i porozmawiałyśmy o innych sprawach: małym Ethanie, który odwiedził prababcię w Anglii na urodziny, wróblach co się gnieżdżą u niej w wentylacji (sama widziałam), oraz o śpiewie Eugene'a na pogrzebie Deidre, siostry Thomasa (Eugene jest naszym kolejnym Lokalnym Gejem, ale że jest ich dwóch, ten niech będzie Eugenem Śpiewakiem). Byliśmy na koncercie Eugene'a w jego stodole chyba w grudniu 2017, o ile dobrze pamiętam. Jak życie się odmienia! Kawka, gotowanie jaj na sałatkę, rozmowa przez messenger z Kochanym w jego przerwie w pracy. I wio!
___
edit 16:30 Aaa, głowa boli, zatoki znaczy. Not good. To może więcej narcyzów! Pipity w tym roku:

Jest ich dużo więcej, jednocześnie odnoszę wrażenie, że kwiaty są mniejsze, pewnie z mojej zachłanności, bo już się napatrzyłam na giganty (ten biały u Katlin, jaki łeb!). A tutaj starsze, ślicznie bieleją:
___
edit 22:30 Fred przyszedł z pracy ciut wcześniej i zastał mnie z głową ogaconą poduszką. Skróciłam swoje cierpienia cielesno-duchowe do czasu mężowskiego prysznica — postanowiłam, że wyjeżdżamy i sknocone zatoki będą ignorowane. Bardzo dobrze postanowiłam, bo ból zniknął gdzieś w trakcie wizyty u Ka&Jot, widać mielenie ozorem mi pomaga, kto by pomyślał. Wielkanocna ... pizza w ten sposób została odhaczona. Posiedzieliśmy, porozmawialiśmy o wychowaniu w latach zaprzeszłych i wojnie na Ukrainie (głównie). Ka to taki wyjątkowy egzemplarz, który, po wieloletniej tresurze w katolickiej rodzinie, w wielkanocny poranek najchętniej poszedłby z dzieciakami na basen. Może i słusznie, nie zastanawiałam się nad tym za długo.