Dzień pakowania walizki, odprawy, zakupu ubezpieczenia i czerwonego cheddara dla Kaś. W południe internetowo rozmawiam z Marcią — to taka osoba, której nie poznałabym, gdyby nie praca. Nie rzucam się z radami, już wiem, że to bezcelowe. Wytrzymuję, chociaż rozmowa z nią mnie przygnębia, to kontakt z innym, paskudnym światem alkoholowej mizerii. Kilka lat temu zaprosiłam ją na obiad. Teraz nie czuję, że to jest dobry pomysł. I już mi się nie chce — rozmowę kończę w najszybszym możliwym terminie. Poza tym dzień z ciśnieniem trupa. Chłopakomąż wziął mnie więc na wyprawę W Poszukiwaniu Czerwonego Cheddara, którą zaczęliśmy od lunchu w Stockwell Artisan Foods. Gwen zaserwowała nam for a change, czyli jak zwykle, wrap z falafelem (dla mnie) i ciasto marchewkowe z bitą śmietaną (dla Freda). Poza trzema solidnymi kawałkami sera, wyszliśmy z Tesco obładowani kocimi przysmakami. Kolejny jasny, nieomal bezchmurny dzień, pomimo to gór prawie nie widać — Mourne skrywa niewidzialna mgła, Carlingford nierealnie unosi się nad wybrzeżem. Po powrocie złapaliśmy Annę, żeby zostawić jej klucz do domu i prowiant dla Rysia. Słoneczne promienie nadal są widoczne o tej porze, kolorują kawałki pary wodnej na brzoskwiniowo. Dobrze jest.
___
edit 18:40 ... i jeszcze dopisz, mówi mi Fred, że zmieniamy Toyotę na Hondę. Nie dalej jak w ostatnią sobotę, gdy byliśmy u Ka&Jot, Ka się zastanawiał. Dzisiaj zadzwonił, żeby zakomunikować decyzję.
___
edit 22:24 Kaś pisze, że ciasto orkiszowe kupiła. Matkobosko, jak mi się nic nie chce oprócz spania. Reisefieber śpiączkowe. I majtki zapomniałam spakować.
Majtki kupisz na miejscu. Chyba w Polsce będą tańsze, niż w Irlandii? :)
OdpowiedzUsuńMajtki są dla mnie ważne, w sytuacjach stresowych lubię, żeby je wcześniej znać ;)
Usuń