Dzień zaczął się przepięknie, tuż przed ósmą (poszliśmy spać o drugiej) widokiem na ośnieżoną górę Slieve Foy oświetloną księżycem w pełni. Aś nakarmiła nas jajecznicą zrobioną na bogato, z pieczarkami, wędliną, porem i odrobiną śmietanki. Wybyłam od niej z prezentem (zestawem z preparatem do płukania zatok) i pożyczoną książką Pilcha, Miasto utrapienia. Jeszcze na chwilę podjechaliśmy na miejski parking, żeby udać się z niego na nasze molo.
Spieszyliśmy się do domu, bo kot czekał na nas zamknięty na cztery spusty, a słoneczna pogoda zachęcała go na pewno do spaceru. Gdy tylko zasiadłam do herbaty we własnej kuchni zadzwoniłam do rodzinki, żeby tym razem złożyć życzenia wszystkim. Mama miała swój moment negatywizmu i wieszczenia, że to będzie zły rok. Nie mogę jej pomóc, zresztą będąc na miejscu też bym nie mogła. Mogłam przesłać słowa miłości, co uczyniłam. Uważam teraz, że zupełnie zbędnie przeciągnęłam tę rozmowę. Miałam cały czas na głowie czapkę od Anny (Anna dostała ją od siostry i dała mi ją w ostatni dzień roku, ponieważ mam już rękawiczki i szalik, który pasuje do zestawu).
Trochę zdołowani maminym rantem (Fred to nie wiem, ale ja z pewnością), zrobiliśmy sobie wróżbę z Kinder niespodzianki. I tu, uwaga, uwaga, wróżba jest zajeświetna. Fred złożył sobie coś, co wygląda jak odrzutowa kosiarka (to podobno ciężarówka, ale zostanie przerobiona na kosiarkę), czyli dobrze, może większy domek z większym ogrodem, ja natomiast dostałam liska kotka! I ten kotek wyglądający jak lisek okazał się kocim stemplem (czyżby kariera biurowa? będę miała własny ekslibris? drugi kot do zestawu się pojawi?).
Obiadek zrobił się niechcąco dwudaniowy — zanim doczekaliśmy się rozmrożenia ryb od Thomasa Fred otworzył zbunkrowany gdzieś słoik zupy (okazała się jadalna). Przez większość piątku jestem niedospana i przed drugą częścią obiadu, który stał się kolacją, drzemkuję długo i skutecznie. Thomasowa ryba była chyba podwędzana, jak mniemamy. Na koniec oglądamy Wakacje Jasia Fasoli (2007), to pierwszy od dłuuugiego czasu tak zły film obejrzany przez nas od początku do końca.
Poniżej: Slieve Foy o poranku, nasza ławeczka, Slieve Binnian widziany z mola, wróżba z Kinder niespodzianki





I stempelek całkiem wyraźny, nie to co w moim pokracznym nosorożcu, to też dobra wróżba :D
OdpowiedzUsuńCałkiem może być :)
UsuńJa z Kinder niespodzianki miałam pałeczkę i krokodyla. Czyli Fredro i zemsta. 😉😁
OdpowiedzUsuńKosiarka przednia. Stemple może do paszportu ?,..
O paszportach nie pomyślałam. To też kusząca tajemnica :)
Usuń