Spróbuję coś przegryźć na lotnisku, rzekłam do męża kwadrans przed trzecią i zaraz się rozchichrałam, bo przypomniałam sobie wrocławską kunę. Podróż w ciemności bez przeszkód. W głośnikach płyta Animals Pink Floyd, adekwatnie drogę przecinają nam dwa lisy (pierwszy na górce za wsią, drugi na autostradzie) i kot. Buzi i zostaję sama. Naprawdę trzeba coś przegryźć.
___
___
edit 11:00 (czas polski) bardzo szybka podróż. Polska przywitała mnie wiatrem, lekkim deszczem i … tatką wypatrującym mnie przy wyjściu z lotniska. Plan był inny, miałam się przemieszczać do Tcy komunikacją miejską, a tu niespodzianka (która nie byłaby niespodzianką, gdybym odebrała tekst od mamy wysłany, gdy już nie miałam zasięgu). Aura ponura, ale wielkie stado żurawi nad łąkami, w domu zaś włochate radości.
___
edit 12:30 (cz. p.) Z nowości domowych: przy schodach wejściowych tata ułożył płytki, Malinia i Maksiu dostali nowe łoża (oboje niedomagają, Malinia głównie śpi, Maksiowi rozjeżdżają się tylne nóżki), jest też nowy, metalowy kwietnik dla asparagusa (czy to antyczny asparagus babci Mani?). Już głaskałam Zosię (trochę się mnie bała, wytłumaczyłam jej, że mieszkałam tu kiedyś). W domu zrobiło się cicho, tatko gdzieś na zewnątrz, niedługo będzie jechał po mamę. Zmęczona jestem, zjadłam maminą zupę, dwa kawałki babki i wspomagam się kawą, w moich nogach usadowił się pokraczny Maksio, który przez dłuższą chwilę dyscyplinował swoje fikające łapki.
___
edit 18:45 (cz. p.) Dzięki wczesnemu, komfortowemu dojazdowi na wieś mogłam dłużej wypocząć. Nakryłam się kocem i chrapnęłam, że aż miło; gdy doszłam do siebie, okazało się, że śpi ze mną Niunia. Przez godzinę rozmawiałam z Celtem, pokazałam mu domowe zwierzaki, wszystkie, które miały ochotę zaistnieć w kamerze; rodzice akurat wrócili z miasta i też Celtowi pomachali. Kochany pokazał mi prezenty od Katlin (dostałam wielki szal w esyfloresy i torboplecaczek). Zawiesiłam z mamą kilka światełek, poza tym, jak to u rodziców, kryminały, rozmowy, kudłacze; jemy i dumamy nad chorobą zamiokulkasa.
___
edit 21:25


Miałem życzyć "Bon voyage!", ale widzę że już lekko za późno. To najwyżej awansem, na drogę powrotną.
OdpowiedzUsuńBaw się dobrze w Starym Kraju :)
@Dariuszu, voyage była błyskawiczna. Dziękuję :)
Usuń