Wczoraj zerwałam się na równe nogi chwilę po szóstej, dzisiaj do trzech razy sztuka, za trzecim budzik mnie zaskoczył, za drugim w kuchni słyszałam koncertującego Rory'ego — Fred już nie spał. Szczepienie miałam w DIFE o 8.50, dziesięć po dziewiątej było po wszystkim. Jestem pod wrażeniem organizacji — 3 stanowisk recepcji, 6 stanowisk szczepiących, 36 miejsc siedzących dla osób po szczepieniu. Żadnego sapania na karku, ludzie zdyscyplinowani, pilnujący odległości, przerób jak na dworcu.
Gdy siedziałam na sali już "po", odczytałam wiadomość od Anne, jak w tytule notki.
Fred na mnie czekał, podwiózł mnie do centrum miasta i pofrunął do Dublina. W nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca kupiłam sobie w Bootsie trzy kredki do oczu (Rimmel 061, Maybelline 100, Revlon 865) i zachwycona faktem, że za wszystko zapłaciłam punktami z karty lojalnościowej ruszyłam w kierunku Scotch Hall. Po drodze zauważyłam, że z krajobrazu centrum miasta zniknęło Relish Cafe przy galerii Highlanes, gdzie bardzo smakowała mi super sałatka. Na ich miejsce jest już nowe Five Good Things Cafe. W dawnym Hotchpotch, który zwinął się na początku pandemii, jest z kolei ciastkarnia prowadzona przez Portugalczyków.
Zakupy w Waterstones:
Lalala, bikoz aj kan. Do dwóch biografii Rory'ego dorzuciłam klasycznego Joyce'a i przepięknie wydane przez brytyjczyków W Dolinie Muminków. I jeszcze przy wyjściu kupiłam łagodne flat white na wynos w Insomnii (łagodne, bo mają też mocne, a wiem, bo zapytałam zdumiona, że jest coś takiego jak łagodne flat white). Powiewając papierową torbą z książkami i siorbiąc kawę ruszyłam przed siebie. Wróciłam do domu autobusem, na klamce od drzwi czekało na mnie zawiniątko ze sconesami od Katlin, a po drugiej stronie ulicy kot, który, gdy mnie rozpoznał, podbiegł radośnie kicając jakby był psem. Nastawiłam pranie, podgrzałam sconesy, zrobiłam sobie na oku kreskę kredką Revlonu o nazwie powerful plum, zjadłam sconesy z masełkiem. Ok, to teraz czekamy, co będzie.
___
edit 13:30 Ręka zaczyna mnie boleć, a Fred przesłał mi właśnie fotkę zrobioną na O'Connell St, pod pomnikiem Johna Graya:
___
edit 23:27 Wróciłam do książki Eileen, ale ruszyłam z trzydzieści stron i porzuciłam ją na rzecz pilota Midsomer Murders z panem Pokrzywą. The Killings at Badger's Drifts (1998), co za tytuł, co za twarze. Jeśli zaś chodzi o covid ręka boli ociupinę, nudy, myć ząbki i spać.