Strony

środa, 5 lutego 2020

50. W gościach.

Zerwaliśmy sie bladym świtem, żeby ruszyć w podróż. Rano tylko herbata (po wczorajszym słabym dniu nie chciało mi się nic). Dzień na wyspie i w Polsce był słoneczny, lecąc nad Howth bardzo wyraźnie widzieliśmy latarnię Baily, a dolatując do Lublina San wpadający do Wisły. Zapomniałam różu, to i mam nowy, kupiony w strefie , 320 rouge profond Chanel. Po trzynastej Kaś Matka Kotom odebrała nas z lotniska i zawiozła do tych dwóch gentlemanów:




Leoś i Kacperek. Gospodyni uraczyła nas symfonią dla zmysłów — zupą dyniowo-batatową z rozmarynem i innymi cudami, oraz czarnymi wstążkami z robaczkami, o ciastach nie wspomnę, bo wciągnęłam ino odrobinkę z powodu przekroczenia pojemności. 



Łaski pełni zobaczyliśmy świetliste chmury nad Azotami dopiero po ósmej wieczorem. Nowa Aleksandria. U teściów po herbatce, rozmowa przy stole i lulu. Chyba oboje zastanawiamy się co tam porabia Ryś. 

(czas lokalny 22:55)

6 komentarzy:

  1. Jakie urocze koty <3 zupa bardzo ciekawa, napewno smaczna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostałam przepis, będzie się robiła :) A koty przepiękne, ten szary śpioch, czarny to wielki, kudłaty przytulas.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.