Fred pojechał po nią po późnym śniadaniu. Na magiczne hasło (pani już wiedziała, że chodzi o lawendy) dostał 15 doniczek, plus dwie ładnie rozrośnięte żurawki, zieloną i żółtą. Zjedliśmy obiad (kurczaka w coli), w międzyczasie trochę nas podminowały wiadomości o Wu. Jest w szpitalu, ale nie na obserwacji, bo tam akurat na obserwację się oficjalnie nie przyjmuje, gdyż korona. Trzeba szukać innego ośrodka, któremu korona w obserwacji nie przeszkadza. Usz szykuje kolejne spotkania i pisma. Sposób w jaki system w tym kraju udaje, że przetwarza wiadomości wkur
wiaza. Więc zaczęliśmy sadzić lawendę, bo nad tym panujemy. Dziewięć poszło pod okno, reszta z żurawkami zasadzona jest na granicy działki z Anną. Kibicowała nam Anna, która wyszła na spacer, i nasz kot, który nadzorował pracę, a od czasu do czasu brykał z zadartym ogonem jak mała krówka uciekająca przed niewidzialną pogonią. Sądziłam, że nie damy rady z wszystkim za jednym zamachem, bo ziemia pod trawnikiem jest tępa jak Pawłowicz, ale Fred się zaparł. To teraz pije melisę ;)
___
Przepis na kurczaka w coli.
Marynata: mniej niż puszka coli, po łyżce koncentratu pomidorowego (czubata), miodu, ostrej papryki w proszku, pół łyżki soli, pół łyżeczki zmielonego kminku, trochę świeżo zmielonego pieprzu, trzy zmiażdżone ząbki czosnku. Po wymieszaniu zalewam tym mięso kurczaka (zazwyczaj 1 kg pałek) i odstawiam na kilka godzin do lodówki. Piekę w piekarniku w rozsądnej temperaturze (poziom 6 lub 7) przez 45 minut pod przykryciem, po tym czasie zazwyczaj wstawiam kartofle lub ryż. Kurczak dochodzi bez przykrycia, aż reszta jest gotowa.
Dużo tej lawendy.
OdpowiedzUsuńTrochę tego było. Gdy się rozrośnie będzie pięknie :)
UsuńMarzy mi się posadzenie jakichś krzaczorków - lawendy, może wrzosów, ale córka często wpada z psem a pies jest z tych kopiących, więc cały wysiłek szlag by trafił...;(
OdpowiedzUsuńPosadziliśmy lawendę na nieogrodzonym skrawku trawnika przed naszym domem. Mamy jakoś szczęście do psów :)
Usuń