Kochany od wczesnego poranka daleko, aż pod Groblą Olbrzyma, ja tymczasem poczułam przypływ energii na rozkminianie notatek z Czesia, wcześniej wysłałam papiery do Luizy (dobrze, że je wczoraj uporządkowałam i załączyłam do roboczej wersji maila, bo mi to dzisiaj nie psuło nastroju).
Dzień ponownie słoneczny i mroźny, Fred wrócił z pracy po czwartej, z tortem bezowym i kolejnymi szelkami Laurena, kolorowymi, bo do moich różowych spodni. W tym czasie miałam okazję wysunąć na chwilę nos z domu, porozmawiałam z Anną, potem z Katlin, że fajno było oraz happy new year. Katlin mówi, że covid krąży, ona z Majkiem wprawdzie negatywni, ale mały Ethan przywlókł dziadostwo z przedszkola i Lisa się rozłożyła. Nom. Jemy obiad, słuchamy dużo Marillionu z Fishem, Ka dzwoni pogadać, potwierdzić piątkową nasiadówkę, pochwalić się zarezerwowaniem tygodnia na Kanarach. Chyba już pora zwijać się do łóżka.
A w Polsce prezydent znów złapał, drugi raz chyba.
OdpowiedzUsuńKolejny raz w ciągu zaledwie kilku miesięcy ... czy on liże klamki?
UsuńCovid krąży, z naszej ulicy Thomas (rybak) też przechodził.
OdpowiedzUsuńNo, trochę strach, bo dotąd nie był tak blisko.
Usuń