Jako się rzekło, tupanie Fredowe po kuchni obudziło mnie o bardzo wczesnej godzinie, od tego momentu spałam z przerwami, z typowym dla mnie napięciem, że może budzik nie zadzwoni i spóźnię się na życie. Nie było takiej opcji, bo ja się (nieomal nigdy) nie spóźniam. Ryszard widząc, że się ubieram, wyszedł pięć minut przede mną i przezornie czekał na zewnątrz. Było odprowadzanie i salut ogonem na pożegnanie.
W pracy przyklejam, przyklejam, przyklejam.
Miło jest wracać, gdy na dworze nie jest zupełnie ciemno ... Katlin, Lisa i mały Ethan nawigujący koparką jeszcze stali przed domem. Ethan pokazał mi, co koparką przenosi z miejsca na miejsce (trawa), Lisa opowiedziała, że Ryszard sporo czasu spędził u niej na murku (pewnie pytał, czy nie wie, kiedy wrócę), Katlin zauważyła (bardzo z siebie zadowolona), że noszę na plecach jej prezent, a mały chłopiec przechodzący obok ze swoim tatą powiedział hello i my name is Sean. Po tych wszystkich wydarzeniach mogliśmy w końcu wejść do domu i nakarmić kota, który też tam był i cierpliwie czekał, aż skończę small talk. Kocie śniadanie było dokładnie w takim stanie, w jakim je oboje zostawialiśmy o poranku, po diecie odchudzającej należał się Ryśkowi ulubiony indyk w białym sosie i jeszcze bardziej ulubiony mus wołowy z polewą. Strasznie byłam głodna, ale dopiero po załatwieniu tych spraw zabrałam się za odgrzewanie gulaszu dla dwunogów. Słusznie, bo kot wylizał miskę do czysta i grzecznie poszedł spać, która kocia matka nie chciałaby dostać takiego komplementu?
Tak jak praca w kawiarni uczy szacunku dla baristów, tak próby diagnozowania uczą szacunku dla diagnostów. Z perspektywy prezentowanej przeze mnie niekompetencji na tym etapie wg mnie wszyscy mają wszystko :D. Nie jestem w tym sama, bo pracowałyśmy nad materiałem wspólnie z Marchwą. Wieczorna, ponad godzinna pogaducha z koleżanką była dużą przyjemnością, cieszę się, że odnowiłyśmy kontakt. W tym czasie Fred wreszcie dotarł do domu.
Z innych pozytywnych rzeczy: Kochanemu przysłano nowe daty badań okresowych, dwie, w dwóch różnych kopertach wysłanych z tego samego adresu. Dlaczego wizyta u onko poprzedza tomograf, zamiast być po tomografie, któż to wie, dzisiaj już do tego nie dojdziemy.
U mnie sąsiedzi przestali wypuszczać kota na dwór. Widzę teraz często, jak siedzi w oknie i patrzy na podwórko.
OdpowiedzUsuńMałżonek mój nie mógłby patrzeć na taką kocią depresję, serce by mu pękło.
Usuń