Po zapadlisku piątkowym (ku któremu nie było większego powodu: w pracy rozmiar zmartwienia pozostał ten sam, w domu przyjemnie), barometr idzie ku lepszemu (nie wiem w którą stronę jest to ku lepszemu, ale odczułam poprawę). Z rana słucham Bystroušky (że też nie znałam wcześniej tej ślicznej opery, a już adaptacja rysunkowa jest mega sztos).
Po szybkim śniadaniu zbieram się do porannego spaceru (Kochany przy kawie, pod kotem; Mańka osikała z rana niedawno zakupiony koci tunel i jest bardzo z siebie dumna).
Czy to możliwe, że nie byłam kilka miesięcy na wsiowej plaży? Jak to? Ostatnie wpisy wskazują na listopad, może się mylę.
Rozmowa z mamą w drodze do plaży, nieliczni spacerowicze, głównie z psami (minęłam Gerarda z małym, białym terierem), na horyzoncie duży statek chyżo zmierzający ku Boyne i fatamorgana południowego wybrzeża; zaloty kosów, Alkoholowy Paddy (Jimmy) z załzawionym okiem, unikający mojego spojrzenia; cicha główna ulica wsi. Tak było na spacerze pierwszym.
Drugi wydarzył się bliżej południa, gdy Kochany ubrał się odpowiednio (mimo wszystko jest chłodno, mężowi na wietrze ekspresowo grabieją ręce). Wychodząc ucięliśmy sobie krótką pogawędkę z Anne, przy okazji dołączyła do nas żyjąca połowa Ukraińskiego tandemu:
Tym razem wiatr był znacznie bardziej odczuwalny, musieliśmy się co nieco okapturzyć. Od razu skierowaliśmy kroki do Głowy, ale pierwsza grząska przeszkoda onieśmieliła nas na tyle, że zrobiliśmy w tył zwrot. W drodze do domu natknęliśmy się na Uśmiechniętą Kathleen, która nam obwieściła, że ona musi zrobić dwie rundki dziennie bez względu na aurę: idzie na plażę i się modli.
Powrót pod dom: weszłam na chwilę, żeby w termosie wziąć ciepła wodę do popicia i wyjechaliśmy Babcią do portu od innej mańki. Obiad z widokiem:
Po drugiej znowu u siebie. I choć miałam "wielkie" plany na temat wyrywania badyli we frontowym ogródku, prawie od razu po wypiciu gorącej herbaty wzięła mnie taka senność połączona z odczuciem wychłodzenia, że udałam się na popołudniową drzemkę. Kochany obok mnie, wygrzewamy się do piątej jak dwa borsuki. Po przebudzeniu odkładam plany ogrodnicze na czas nieokreślony.





Chyba rzuciło mi się na mózg zbyt częste obcowanie z AI, bo dostrzegłem potrzebę dodania spacer po drugi, chociaż przecież tej potrzeby dla normalnego czytelnika-człowieka nie ma.
OdpowiedzUsuńMańka wygląda uroczo, szkoda, że tyle problemów sprawia z tym osikiwaniem.
@Dariuszu, myślę, że redagując książkę można byłoby pokusić się o taką korektę :D Mańka jest kochanym kotem, niestety, z kotami jak z ludźmi, mają swoje własne pomysły.
UsuńMańka jest kochaną kotką. Pewnie, że by było lepiej, gdyby nie osikiwała mieszkania, ale prawda jest taka, że nie zamienilibyśmy tych dwóch kotek na żadne inne.
UsuńA ta pajda chleba i pęto kiełbasy to drugie śniadanie, czy jak? 😁 Też miałem na dzisiaj plany (mi.in. naukę), ale drzemka, spacer i lenistwo zwyciężyły.
OdpowiedzUsuń@Tomku, śniadanie podane przez żonę mężowi, który oświadczył, że niestety nie może się ruszyć, bo siedzi pod kotem 😊
Usuń