I po co wyłażę z wyra przed słońcem? Internet, herbata, stopy mi marzną, powrót do łóżka. Oboje wstajemy dopiero po dziewiątej. Robię Kochanemu kawę, startujemy powoli z dniem, odprawiamy się dodając fast track i chwilę lamentujemy nad faktem bezsensowności przebukowywania biletów powrotnych na późniejszy lot (gdy kupowaliśmy bilety, późniejszego samolotu nie było, teraz z kolei przebukowanie się nie opłaca), feck it. Małżonek nastawia pranie pościeli. Śniadamy (krewetki przegryzane oliwkami i chlebem z resztkami pasztetu pomidorowego). Dzwonię do rodziców, żeby ich uprzedzić o możliwej wizycie kuriera (rychło w czas, bo mama już dostała dwa zawiadomienia o kurierze, a nie jest bezbronną staruszką). W końcu zaczynam się rozkładać z pakowaniem walizki, pastowaniem glanów, przeglądem kosmetyków i skarpet. Myję włosy i obcinam sobie grzywkę tępymi nożyczkami, bo włazi mi do oczu jak koniowi. Kochany odpala płytę zespołu Faun Fables, Born of the Sun (2016) i robi oryginalny obiad z kolejnych resztek znalezionych w lodówce (plastry bakłażana natarte oliwą z czosnkiem, posypane cheddarem i udekorowane pomidorkami koktajlowymi + nadziewane pieczarki + steki z tuńczyka + fasolka szparagowa + kartoffeln). A w ogródku ptasia szarańcza oraz Bán poluje, przy tej samej Mysiej Górze, co kiedyś Rysio.
Gdy Kochany kończył przygotowania obiadowe, w oknie pojawiła się taka twarz:
Szczęść norze, a co dacie? Po obiedzie oddaję pieniążka i bazylię pod opiekę Annie i wyjeżdżamy na chwilę do miasta, żeby w TK Maxxie kupić jeszcze jeden prezent, mały termos (w drodze do domu znowu ciemno, w tym momencie mam ochotę zapaść w sen zimowy). Pakuję prezenty w ozdobny papier, piję herbatę, kombinuję co założyć pod kraciastą suknię bez rękawów, zmieniam plan i biorę inną marynarkę na drogę, pół godziny po szóstej jestem w zasadzie gotowa (laptop nadal działa, ładuję telefon). Jeszcze słuchanie Dezertera, dwa jajka sadzone na kolację, w końcu ubieramy się do wyjścia, rozłączamy kabelki, wyrzucamy ostatnie śmieci do kubła w ogródku, tuż przed ósmą ruszamy na północ.
…
Nie wezmę jeszcze jednego prysznica, bez przesady. Leżę pod kołdrą w koty, Fred ma przygotowany materac ustawiony w poprzek. Po herbacie i rozmowach z przyjaciółmi zaczęłam odczuwać znużenie. Ka wyszedł na późny spacer z psem. Z Kochanym nastawialiśmy zegarki na bardzo wczesne rano.















