Fred zauważył z rana, że wczoraj dokonaliśmy wymiany: rękawiczki i koszula za salami. Rano przyszedł też fredowy prezent, niestety w złym rozmiarze, tzn. metka jest z rozmiarem takim jaki zamawiałam, ale chyba coś im się pomyliło przy przyszywaniu. Od samego pomysłu, żeby pisać list z prośbą o wyjaśnienie sytuacji chciało mi się wskoczyć pod kołdrę (od wczoraj łatwo się denerwuję i w ogóle mi się to nie podoba). Liścik napisałam bardzo miły, po policzeniu do stu. Odpisali szybko, ale mierzenie mogą zrobić dopiero w poniedziałek. Wełniana kamizelka ładnie pachnie.
Fred wyprowadził mnie na spacer, żeby mu żona nie zwariowała. Przed wyjazdem rozmawiałam z mamą, bo chciałam jej pokazać jak wygląda na mnie nowa pomadka, jeden z dwóch kolorów Laury Mercier. Tak w ogóle to dokupiłam dzisiaj trzeci kolor, Rose Vif, ale najpierw był spacer małżeński certyfikowany w parku Oldbridge.
Znowu słońce zgasło za szybko. Późnym wieczorem, gdy mąż pochłaniał kolejne odcinki Sparkolacji, rozpoczęłam oglądanie Persuasion z 1971 roku.













