Sobota.
Od piątku, gdy wychodzimy na dwór, czuję wyraźny zapach obornika. Prace polowe zaczęły się na dobre. Varadkar ogłosił nowe obostrzenia w związku z koroną. Nie wolno oddalać się na więcej niż 2 km od domu, chyba, że w sprawach życiowych, jak zakupy lub wizyta w szpitalu. Ma to pewnie powstrzymać migrację zarazy z miast na prowincję. Wiadomość o nocnym głosowaniu w polskim Sejmie tak mnie podminowała, że dałam programowi 2 PR dwie minuty i przerzuciłam się na BBC2. Nastrój ratował mi Graham Norton, Irlandczyk w brytyjskim radiu. Silver lining musi być. Wróciłam też do lektury Sagi Puszczy Białowieskiej Simony Kossak dokładnie tam, gdzie się rozstałyśmy w zeszłym roku — zaczęłam od rozdziału o sokole królewskim. Jestem rozgrzana, czyta mi się teraz o wiele lepiej. Jak i raz trafiłam na opis przypadku dżumy w wieku XVIII (nazywano ją Ona). Z Fredem obejrzeliśmy online Praskie si-fi Teatru Powszechnego. Bardzo rozczarowujące, trzy razy sądziłam, że coś zacznie się dziać i nic się nie zadziało. Pożytek taki, że sprawdziłam, gdzie w Warszawie jest ulica Tarchomińska.
Niedziela.
Przestawiam zegarek na czas letni i może to nie jest mocne usprawiedliwienie, ale obudziłam się przed południem, a śniadanie zjedliśmy o pierwszej. Jak u Czubaszek: parówki z chrzanem. Plany: spacer i książka. Przebukowałam nasze bilety do Polski na końcówkę czerwca wyrażając tym umiarkowany optymizm.
___
edit 22:10
Rekonesans króciutki, gdyż morze dmuchało nam pianą w twarz. Z wieści telefonicznych: ciocia eR nawróciła się na pisizm. Z wieści ogólnoświatowych: pani Kidawa zawiesiła kampanię prezydencką, a pan Penderecki wziął i umarł. Na zakończenie tego krótkiego dnia obejrzeliśmy Lekarstwo na miłość (1966), adaptację kryminału Chmielewskiej z dyszącą Jędrusik. Kiedyś wydawało mi się lepsze, mniej drażniło mnie ówczesne political correctness i kobiety-idiotki.




Zapach obornika? Oj, to nie ma co się żalić na duszący smog (wczoraj) i padający śnieg z deszczem (dzisiaj) :D
OdpowiedzUsuńTo jest tutaj wiodący zapach, bo krowy narodowym bogactwem są. Czyli pachnie kupą - to widomy znak, że obudziliśmy się w Irlandii.
UsuńUwielbiam polskie morze. Miałam w maju jechać do Łeby, ale przez epidemie odwołałam wyjazd. Pozdrawiam i zapraszam na nowy post :) jusinx.blogspot.com.
OdpowiedzUsuńJa również lubię, a nie widziałam go już z ... 13 lat. To morze Irlandzkie, widok na północ od Dublina :)
UsuńCiekawe plażowe znaleziska...
OdpowiedzUsuńZastanawiałam się czyja to kość, kogoś z lądu czy kogoś z morza. Niestety brak mi kompetencji w temacie :)
UsuńParówki z chrzanem! Masakra! Właśnie idę je zrobić, serio! Mega ochotę mi zrobiłaś :) Pozdrawiam! zdrówka!
OdpowiedzUsuńcodziennyuzytek.pl
Zawsze do usług. Nie wiem czy w takim razie wypada ogłosić, że dzisiaj były kabanosy z czerstwym chlebem :) Pozdrawiam.
Usuń