Strony

sobota, 29 lipca 2023

1321. Między chmurami.

Śpię jak suseł, o dziwo mąż wstaje pierwszy. Kiedy się budzę kawa jest pita, a kot już napasiony po uszy. 

Po śniadaniu i moim szukaniu mózgu w papierach poszliśmy z Kochanym na dłuższy spacer. Było tak, że zaczęliśmy wypatrywać okienka pogodowego, ale za pierwszym razem źle wycelowaliśmy. Już po przekroczeniu mostka dopadł nas deszcz, szybko wróciliśmy plażą do kawiarni; Fred wykorzystał ten kwadrans na napój, ja na ciastko. 

Gdy chmura przetoczyła się nad nami i deszcz zaczął wpadać do morza, przypuściliśmy drugi atak i tym razem doszliśmy do falochronu. 

Deszcz poświęcił nas ponownie, gdy byliśmy już w drodze powrotnej do domu. Odrobinkę. Super się szło. Potem Kochany pojechał na zakupy spożywczo-różane (bukiet białych róż, sztuk dwanaście), a kiedy wrócił zjedliśmy obiad.

Poza tym nic takiego się nie wydarzało. Fred rozmawiał z Perlistym. Kumpel opowieści gęsto okrasza kurwami, ale wyniki pływackie ma dobre (zachwyca się okularkami, które mu Kochany polecił), czyta Juwala Harari, tematy o szurach i chazarskich Żydach go wkurwiają, więc zaproszenia kolegów na piwo odrzuca, bo mu przestaje smakować, gdy słucha niektórych Polaków (i na zdrowie mu to wychodzi). Czy zobaczymy się z nim w Polsce? Może. Swoją drogą, też bym mogła przeczytać coś Harariego.

piątek, 28 lipca 2023

1320. Panie reżyserzu, panie reżyserzu ...

Stresior nadal jest, nie wiadomo za bardzo o czym, o wszystkim, magisterka i że w drugiej pracy sama jestem na gospodarce. Ale z tym drugim ludzie się zachowują, nie piszą, i dobrze, bo musiałabym im coś odpisywać. A z pierwszym to nie wiem, zmęczona jestem. 

Skończyłam pracę o trzeciej, Kochany już się napływał i czekał na mnie na parkingu za winklem (szczęśliwie ominęłam ulewę). Na obiad pieczony plamiak + reszta wczorajszej sałatki, potem spacer z kotem i spacer nad morze. Najpierw zakręciliśmy do kawiarenki po flat white i lody (po dwie gałki, truskawkowe i słony karmel, pysznie), siedzieliśmy na wolnym powietrzu pod dachem pijąc, jedząc, rozmawiając i obserwując co na to wszystko chmury z lekka burzowe (było wietrzniej niż wczoraj i mroczniej, choć nadal ciepło), potem włóczęga plażą i tradycyjnie już w tym tygodniu powrót przez domki letniskowe. 

Fred koordynuje swój nowy projekt, więc dzwoni po ludziach i nawet była rozmowa ze Zbyniem, który jak najbardziej poważnie wziął już urlop, żeby z moim Kochanym jakieś cuda wyczyniać. Małżonek mówi jednak, że i u niego widoki zamazane. Że też życie nie może się składać głównie z afterparty i zbierania oklasków.

czwartek, 27 lipca 2023

1319. Chłopak ze skrzydłami.

Spokojnie po wierzchu. Tzn. u mnie, bo Luiza wdała się w pyskówkę z nowym szefem kuchni i oboje dostali ustne upomnienie. Nie lubię go od pierwszej wymiany zdań, noszę ze sobą łyżeczkę do serka, żeby się go nie prosić o podanie. 

Kochany dzisiaj pływał, potem poczekał aż skończę pracę i pojechaliśmy do domu (przez port, więc na obiad krewetki + sałatka grecka, którą Fred robi, gdy sobie fikam paluszkami w papuciach). W domu zastałam nową miskę dla kota. 

Zaczynając zaś od poranka, ledwo zdołałam otworzyć oczy Luś do mnie napisała na messengerze z zapytaniem, czy możemy pogadać. W ciągu dnia schodziło, że nie mamy kiedy, zobaczyłyśmy się dopiero pod wieczór, pokazałam jej trochę naszego ogródka. Musiałyśmy jednak skończyć po siódmej, gdyż ...


... poszłam z mężem na spacer nad morze.




I co, wyobrażałaś sobie kiedyś, że będziesz chodziła za rękę z 52-latkiem z pandą na koszulce?

Trzeba sobie powiedzieć, że kiedyś nie miałam takiej wyobraźni :D Bardzo ciepły wieczór był we wsi, większość łażenia odbyliśmy rozebrani do krótkich rękawków. Nad morzem duże stado szpaków oraz mniejsze stado ludzi (gdzieniegdzie wodujących), na niebie cirrusy jak wielkie ptaki.

środa, 26 lipca 2023

1318. Krowy, deszcz, radość i smutek.

Prezent od Pana Od Espresso:





***
Jesteś śliczną dziewczyną, zagaduje mnie mąż siedząc przy kawie w Czarnej.
To nie może być prawda, mówisz to pod wpływem ciastka (ciastko było pistacjowe).

Poszliśmy na kawę w mieście, bo Kochany ponownie wybierał się na basen, a ja chciałam wykorzystać ten czas do pracy na dwóch dużych monitorach. Siedziałam w Centrum, Kochany odezwał się o drugiej po południu, mokry tylko od deszczu, bo basen był zajęty dla grup wakacyjnych. W ciapie pogodowej pobiegłam w kierunku rzeki na umówiony obiad. Zjedliśmy, otarliśmy pyszczki, potem jeszcze kilka chwil spaceru na drugą stronę rzeki (chciałam zajrzeć do Waterstones w zasadzie nie wiem po co; okazało się, że chodziło mi o puzzle; mają nowe zestawy po 1000 części, na pewno kupię coś z Laurence King Publishing) i już wracaliśmy do domu drogą wzdłuż Boyne. 

Po powrocie Fred zaczął rozkminiać, czy ten nasz kot właściwie dobrze widzi (czasami trzeba go zapraszać do michy, bo tak jakby ignoruje sygnały wizualne). Trochę mnie to zaniepokoiło, ponieważ ostatnio również miałam takie myśli (zauważyłam, że Ryszard nie za szybko reaguje na mój widok, gdy wracam do domu, pomimo tego, że widzę, że patrzy w moim kierunku). 

Czy ja wiedziałam, że moja mama i świekra mają imieniny tego samego dnia? Nie przypominam sobie takiej myśli, ale rzeczywiście. Najpierw więc telefoniczna rozmowa z mamą Freda, potem z moją. Pod wieczór dobiega nas niespodziewana wiadomość o śmierci Sinéad O'Connor. Coś ten lipiec ma jakiś feler, obojgu nam dobry humor się zważył. Siedzimy w kuchni; Łysa też tu jest, śpiewa.

wtorek, 25 lipca 2023

1317. Żyćko.

Pracka, pracka, coś tam w papierach. Fred przywiózł mnie do domu, postawił pod nos steka. Potem godzinne spotkanie online z niejakim Kubą, który mógłby być moim synem, ale nie jest, więc cóż robić. Po siódmej spacer z Kochanym nad morze (a także spacer z kotem, wiadomo). Cieplej niż wczoraj, w kurtce nawet się trochę zmachałam. Będę jeszcze mieliła słowa i klikała litery.

poniedziałek, 24 lipca 2023

1316. Nurt podskórny.

Rozwlekam poniedziałek w nieskończoność. Szukam w notatkach wczorajszego dnia i wcale go tam nie znajduję. 

Kochany wrócił na basen po 3 latach (długo musiał szukać w szafie gatek do pływania), zabrałam się z nim do Gronji, żeby doprecyzować moje obowiązki na dwa tygodnie jej nieobecności. Po kawie w Czarnej rozstaliśmy się z mężem na ponad dwie godziny; każde z nas zrobiło, co tam miało w planach, potem razem poszliśmy na zakupy w polskim sklepie i wróciliśmy do domu. Po późnym obiedzie (łazanki) chwilę klikałam na stronie pracowniczej (żeby nie musieć robić tego jutro), po czym wyszliśmy z Fredem na wieczorny spacer nad morze. 

Depczemy plażą i przez osiedle domków letniskowych, nad głową formacje chmur:

Chyba się stresuję r z e c z a m i, ale stres płynie nurtem ukrytym, na wierzchu robię zieloną herbatę z żurawiną granatem oraz jem witaminy w żelkach.

niedziela, 23 lipca 2023

1315. W proszku.

Niby się skupiam, ale nie skupiam się. Niby myślę o tym, ale nie myślę. Od pisania pracy wolę oglądanie Bernadette opowiadającej o edwardiańskich operacjach plastycznych

Kocia miska się stłukła i trzeba było pożyczyć miskę jeżową.

Pod wieczór rozmawiamy z Kaś Matką Kotom, która pokazuje nam swój koci balkon (i też zauważa, że Ryszard zmężniał wagowo; poza tym uświadamiamy sobie, że dobrze byłoby założyć profile zaufane, dopisuję to do zadań "na wyjazd"). 

Wieczorem Fred chciał obejrzeć jakiś film i nieszczęśliwie padło na Bajona Limuzynę Daimler-Benz (1981). Jest w nim wszystko, co lubimy (dramat, historia, dobrzy aktorzy), a i tak kiła. Od strony psychologicznej w ciągu pierwszego kwadransa bieg przez płotki bardzo mało prawdopodobne, pojawia się Maja i znowu gada Zanussim, potem jest jeszcze nudniej i hermetyczniej. Długo się nie męczyliśmy, seans został przerwany za obopólną zgodą. Z nieudanego oglądania wyniknęła ciekawa dyskusja o filmach :)

sobota, 22 lipca 2023

1314. Spokojna sobota.

Kiedy otworzyłam oczy, Fred już coś gmerał w kuchni (mózg go obudził z informacją, że nie trzeba wstawać, to można wstać), kot jadł akurat drugie śniadanie, szemrała pralka.

Piszę coś tam. W tle Brassens, nawet wysłuchaliśmy dwóch wersji Les trompettes de la renommée. Kochany zapija się yerbą (dzień wolny jak w pysk strzelił), a wczesnym popołudniem wskakuje do łóżka na drzemkę. 

W MyHeritage znalazłam nowe, bardzo ciekawe połączenie genetyczne z wieloma drzewami ludzi rozsianych po Europie. Nie ma pomyłki, jestem z nimi spokrewniona przez mamę, a jednak dotychczas żadna z tych osób nie wydaje się ani mieć przodków w znajomych rejonach, ani nazwisk znanych mi z mojego, całkiem rzetelnie opracowanego drzewa. Fascynujące. Fred podrzuca pomysł żołnierzy Napoleona.

Ka&Jot w Polsce, taplają się w sztucznym jeziorku, dochodzą do siebie po rwaniu zębów; jeszcze jakiś czas się z nimi nie zobaczymy.

Na obiad pojechaliśmy do Borzalino. Smacznie, jak zwykle (lody waniliowo-truskawkowe). Za oknem leje, nie leje, leje. Wygrało "leje", zmokliśmy w trakcie kilkusekundowego biegu do samochodu. 

piątek, 21 lipca 2023

1313. Nareszcie.

To były dla Kochanego trudne cztery tygodnie, ale koniec z tym, przerwa. Tradycyjnie w piątek małżonek szybciej skończył zmianę. Czekał na mnie o trzeciej przed Centrum i zabrał karocą do domu. Zaraz po powrocie na wieś (tylko siku i już) poszliśmy na spacer, najpierw malutkie kółko z Ryszardem, potem większe kółko po wsi (nie skręciliśmy na plażę, bo zaczął na nas kropić deszcz, ciepły, ale stanowczy). Więc o:

Fred robi mi ukradkiem zdjęcia i mówi,
że wyglądam masłowsko

Pocztą przyszedł dyplom z pierwszego kursu TT (nice). Mąż robi obiad; jemy obiad. Słuchamy z Kochanym Cichej śpiewającej językami oraz Tony'ego Bennetta (zmarł dzisiaj), czyli potem Judy, więc i trochę cabaretowej Lajzy ... Faith No More ... Talking Heads (gdyż mamy rozrzut i gest). Kot siedzi na parapecie i przez otwarte okno sypialni zerka na mżawkę w ogródku powoli zasnuwającym się mrokiem.

czwartek, 20 lipca 2023

1312. Niebieskie buty.

Nad ranem śniło mi się, że wygrałam samochód na loterii (kupon nr 22). Ech, Fred mówi, że to świetny pomysł (nasz pojazd coraz bardziej stuka i puka). W Centrum szykuje się kolejna zmiana i to dość szybka. Lorejn złożyła wypowiedzenie (tak jak się zapowiadało już rok temu, dodatkowa praca dała jej lepsze perspektywy), zostaje u nas jeszcze miesiąc. A dzień miły na różnych polach. Spokojny czas w biurze, dobry lunch, łagodna pogoda. Założyłam dzisiaj buty, w których 4 lata temu chodziłam po Jarosławiu (robiło się mi od nich cieplutko na sercu). Obiad będzie dopiero kiedy Kochany wróci z pracy. Na razie Kot Najedzony; zapukałam do Anny, żeby się przywitać (Ryszard powlókł się za mną oczywiście, po czym siadł obok odwrócony tyłem i niezrażony wylizywał sobie ogon); nogi na krześle i picie herbatki z pokrzywy.
___
edit 20:30 po obiedzie, Kochany z kubkiem w dłoni. Od powrotu do domu muzycznie chodziły za mną lata 80-te. I proszę, słuchamy Lady Panku. Pierwsza płyta. Oraz ścieżka dźwiękowa z marchewkowego pola. 
___
edit 21:10 z serii Mój Kraj:

Tak sobie przeglądamy z Kochanym IG Sekcji Gimnastycznej. Śmiesznostraszno. Z daleka pewnie zabawniej.

środa, 19 lipca 2023

1311. Codzienność.

Do drugiej u Gronji. Coś się kroi, że Rada będzie potrzebowała pracownika na pół etatu, ale jeszcze nie wiem, czy to jest oferta do mnie.

Dobrze pisze się mi późniejszym wieczorem, aż szkoda, że trzeba iść spać, żeby wstać o szóstej. Z drugiej strony bez pracy dni zlewałyby się w pojedynczy stan bezruchu, jest więc chyba lepiej tak, jak jest.

Wróciłam po trzeciej, wrzuciłam do pralki spodnie-dzwony na których rano zrobiłam sobie kawą małą plamę, zrobiłam herbatę, nakarmiłam kota (czekał na mnie w sypialni z założonymi łapulkami; przypomniało mi się, że w drodze na wieś przez okno autobusu widziałam dwa kotki śpiące na parapecie w jednym z małych, robotniczych domów), starłam ogórka na tzatziki, rozmawiałam z mamą.

wtorek, 18 lipca 2023

1310. Sąsiedztwo, kolendra, świekra, buty.

Z idiotyzmów: poprosiłam Anne, żeby sprawdziła, czy wyłączyłam palnik w kuchni, chociaż byłam prawie pewna, że tak zrobiłam. Najprawdopodobniej mój mózg się nudzi (wysłałam do sąsiadki tekst, gdy rano popijałam kaffkę na mieście).

Z rzeczy fajnych: pomidor i ogórek w kostkę, trochę posiekanej kolendry, kilka krążków czerwonej cebuli, łyżka soku z cytryny i łyżka oliwy, pieprz do smaku. Bardzo dobra sałatka do kilku plastrów wołowiny i kajzerki (lunch; staram się).

Ze spraw sąsiedzkich: kiedy wyglądałam przed domem, czy Kochany już jedzie, wypatrzyła mnie Katlin i przekazała mi paczkę, którą dostawca zostawił w deszczu pod frontowymi drzwiami. Przy okazji dowiedziałam się, że Anna Emerytka jest w szpitalu (ostatnio pluła krwią i generalnie to nie jest dobra sytuacja). Podzieliłam się z sąsiadką wypadkami rodzinnymi, njusem, co Anne robiła rano w moim ogródku i gdzie jest klucz, gdyby ktoś go potrzebował. 

Jeszcze przed obiadem (ruskie pierogi, sałatka z pomidorami i kolendrą) Kochany zadzwonił do mamy i życzyliśmy jej urodzinowo. Świekrę zawiało, pomimo tego rozmowa trwała z pół godziny. Okazuje się, że w czasie naszego pobytu w Polsce nie spotkamy się w NA, bo Fredowa mama jedzie nad morze. Jeśli będziemy chcieli zatrzymać się w mieście, to chata wolna i możemy się rządzić jak pijane zające (zaskakujący obrót spraw).

Wisienka: w paczce przyszły trzewiki dr Martensa. Takie o, sekretnie zamówione przez małżonka, który (jak mu je podstawiłam pod nos, gdy przed wejściem do domu debatował z sąsiadką) powiedział surprise!:


Pół dnia lało, pół dnia nie.

poniedziałek, 17 lipca 2023

1309. Umiarkowanie.

Kolejny pochmurny dzień, w którym usiłowałam nie prokrastynować (ze skutkiem dość skromnym). Ryszard nadal jadł oszczędnie i dużo spał. Kochany wyjechał rano do Tallaght, wrócił o normalnej porze. Spędziłam czas pomiędzy genealogią i statystyką, w ciągu dnia dwa razy rozmawiając z Fredem, i raz z mamą. Napływ wieści o rozwojowej sytuacji w dalszej rodzinie niezmiennie mąci spokój myśli (co to się odjaniepawla?). Za to mama bardzo asertywnie nie dała sobie wyrwać piątki i jest już zapisana do innego dentysty (nie jestem jeszcze taka stara!). Poza tym tatko kupił nowy akumulator do naszego samochodu. 

niedziela, 16 lipca 2023

1308. Do przodu.

Wykorzystaliśmy okno pogodowe na długą łazęgę nad morzem (minęliśmy jaskółcze osiedle i doszliśmy do pierwszych domków letniskowych, żeby posiedzieć na falochronie; deszcz padał gdzieś przed nami i zapewne gdzieś za nami).



Pochówek kraba, wersja irlandzka

Po powrocie do domu Kochany pojechał zrobić zakupy, przywiózł mi bukiet białych róż z goździkami i prezent w postaci fikuśnej bluzki w kolorze kawy z mlekiem (Wrap London). Potem telefony. Fred rozmawiał z Kuzynem Z Miasta Łodzi oraz ze Stu (zmiany życiowe, zdrowie). Odezwała się Usz (zrelaksowana po urlopie), ja wykręciłam do mamy (zrelaksowanej na urlopie), żeby wyprostować parę genealogicznych zakrętów (Witek czy Wicek?). Ryszard nie jadł przez cały dzień, dopiero teraz zaczął wylizywać nowy sos z tauryną. Weekend za weekendem zmierzamy w kierunku wyjazdu.

sobota, 15 lipca 2023

1307. Inaczej zwiariuję.

Wpis z dnia wczorajszego opublikowałam dopiero dzisiaj rano (przed północą byłam zbyt zmęczona, żeby zajmować się sortowaniem wydarzeń).

Jakiś czas po południu Fred oświadczył, że musi coś zrobić, bo inaczej zwariuje. Więc zrobił nam obojgu po zupie z Lidla, następnie wpakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy gdziekolwiek. Gdziekolwiek było w okolicach Drołdy. Najpierw chodziliśmy po znajomym parku zanurzonym w szarej pogodzie. 




Spotkaliśmy na swojej drodze kilka par, pod jabłoniami leżały pierwsza opadłe jabłka, Generał nie zwracał na nas uwagi, tak był zajęty popołudniową toaletą.

Byliśmy też na kawie u Aury, w TK Maxxie (Fred kupił bluzkę dla mojej mamy) i w Tesco (teoretycznie po kocie żarcie, ale dvd z filmem 1917 też się jakoś znalazło w torbie). Po powrocie do domu było picie herbat oraz telefon do Krakusów z okazji urodzinowej (przyjaciele mieli "rodos" na balkonie wieżowca; ich Młodsza Latorośl ponownie złamała rękę niedawno złamaną). Wertuję statystykę od przodu do tyłu, od czasu do czasu wertuję też dokumenty z okolic Tarnogrodu (mądrala by powiedział, że robię kwerendę), jem obiad zrobiony przez Freda, przytulam Freda, piję herbatę z cytryną. Czekam na godzinę 22:18, żeby potwierdzić, że o tej porze włącza się tuner, zupełnie nieproszony (zauważyłam to jakiś czas temu, problemu na razie nie rozwiązałam; jutro wyłączę laptopa przed godziną 0 i zobaczę, czy o tej samej porze tuner nadal odpala; na razie nie mam innego pomysłu, bo też i za dużo o tym nie myślałam).