czwartek, 31 sierpnia 2023
1354. Swojsko.
Zadziwiająco mocno spałam. Kiedy otworzyłam oko Fred już siedział obok, ubrany, zaczytany w sieci i z kubkiem pierwszej kawy z dripa. Tatko wrócił ze sklepu, nakarmił trzodę i pojechał jeszcze raz; specjalnie po to, żeby kupić dla nas swojskiej kaszanki.
środa, 30 sierpnia 2023
1353. Przeskok.
Pobudka po trzeciej. Ubrałam się, skrolowałam trochę sieć, w końcu wyszłam na przystanek zatrzaskując za sobą drzwi. Wszystko było dzisiaj mniej więcej na czas, przyjechałam na lotnisko na tyle wcześnie, że jeszcze zjadłam śniadanie. Lot raczej spokojny, z niewielkimi turbulencjami, z pięknymi widokami na wodę po której ślizgały się małe, białe plamki.
W Polsce pojawiłam się przed południem (znękana obcierającymi mnie butami, za to zadowolona z mężowskiej asysty). Pojechaliśmy od razu do Tcy, najpierw na obiad do Mozzarelli 2.0, potem do fryzjera, na końcu do Kota (kawę podawał pan Kornel; buty zostały wcześniej wymienione na inne, plastry na pięcie te same):
No i proszę, gdy pojawiliśmy się w lesie pod domem, najpierw przywitała nas Malinka (sierścią na spodniach). Reszta hodowli też cała i zdrowa (taka np. Rozalka rozmazana na zdjęciach):
Dzień jest szary, od czasu do czasu pada drobny deszcz. Jemy fasolkę szparagową, kanapki z pomidorem, pychotki z bitą śmietaną (oraz maliny, ale to już tylko z mamą, dzielimy się owocami z jednej michy). Fred zmęczony, wziął ketonal i już położył się spać. Jest po dziesiątej czasu polskiego.
wtorek, 29 sierpnia 2023
1352. W drogę.
Z rana odpadły mi niektóre punkty, np. ścielenie łóżka dla gościa, gdyż księciu pan po pracowitej nocy (w czasie której budził matkę swą) zaległ na piernatach.
Jutro autobus 4:35. Ale podróż już rozpoczęta. Właśnie siedzę w pieleszach u Ka&Jot, za ścianą pies popiskuje. Ka przyjechał po mnie tak, jak się umówiliśmy, o 9:30. Wcześniej Ryszard wszedł do domu i zastał w nim Józka. Jeszcze wcześniej, po tym jak omówiłam z kocim opiekunem kwestię segregowania śmieci, byliśmy z gościem na spacerze nad morze w zupełnym mroku (niedaleko brzegu kuter pracował oświetlony jak choinka). Ale to po tym jak Anne zapukała, żeby zapoznać Józka, i dołączyła do niej Katlin z Ethanem (trochę później była też rozmowa z Anną) ... wróciłam do domu z gościem, autobusem o 18:30. Padnięta jestem. Czyli pisałam, że kot zaległ na piernatach. A w pracy praca i pod jej koniec niespodzianka - zapytano mnie, czy zostałabym na kontrakcie jeszcze do lutego i częściowo wymieniała support na uczenie (IT). Bardzo to było miłe. Czyli chwilowo nie muszę się martwić o dziury w CV. A Jot pożyczyła mi swój szlafrok. Czy to nie brzmi chaotycznie? Z Józkiem zaraz po pierwszym spotkaniu poszliśmu na obiad do Cedar i kawę do Czarnej. Katrina postawiła lunch całej obecnej obsłudze, bo idzie do szpitala, i taki miała kaprys (dlatego w Cedar zjadłam tylko hummus). Buty mnie obtarły w czasie spaceru nad morze (jest za późno, by zmienić koncepcję outfitu). Potrzebuję snu. Wieczorna herbata owocowa u przyjaciół i rozmowa o intuicji.
poniedziałek, 28 sierpnia 2023
1351. Nadal.
Z rana obudził mnie mail od dochtórki; niby dobrze, że odpowiedziała, ale od razu się poirytowałam i wyskoczyłam z łóżka. Dzień ładny (rano, w słońcu i zupełnej ciszy, na ogród spadały igiełki deszczomgły), nie mam jednak czasu na spacery. Zaraz zaczęłam dokarmiać kota, wyglądać przez okno i poprawiać cholerne tabelki. Po śniadaniu rozmawiałam z Kochanym, który w środku Jeleniej bujał się na huśtawce i popijał kawę. Mąż mój najdroższy pokazał mi też prezent, książkę Bator Ciemno, prawie noc (w ładnym wydaniu z kotami na okładce) i płytę Masłowskiej Dorota Wolne (2023; okładka też super). I tak, tabelki coś jakby poprawione, teoria jakoś tak nie bardzo. Czyli na urlopie będzie dalsza walka z wiatrakami (aż pewnie któryś się na mnie przewali). Niby coś tam posprzątałam, ale mam wrażenie, że w chałupie teraz jakby większy bałagan. Odkryłam szkła kontaktowe nadal zdatne do użycia, których nie nosiłam licho wie czemu (biere; pewnie jak założę, to sobie przypomnę). Sąsiadki obydwie (Katlin, Anna) jeszcze raz upewniły się co do grafiku (chociaż żadna to nowina, lecę, zaraz będę z powrotem; na razie jutro jeszcze trzeba się pokazać w pracy). A teraz, cóż, herbata z cytryną, suszenie włosów i tabelki.
niedziela, 27 sierpnia 2023
1350. Zaczynam się kręcić.
sobota, 26 sierpnia 2023
1349. Drobne rzeczy ...
... domowe (porządki, prasowanie), pisanie. A skoro prasowanie, to wiadomo, odmóżdżacz: padło na Wyspę złoczyńców (1965) z Machulskim, czyli pierwszą filmową odsłonę Pana Samochodzika. I już standardowo: dynamika męsko-damska okropna, dialogi nie do zniesienia. Za to w tle Kazimierz Dolny, Janowiec, Wisła. Będę tam.
Jeszcze w nocy-o-północy zaskoczył mnie na MyHeritage krótki list. Napisał do mnie z Francji wnuk przyrodniego brata prababci Marianny. Okazuje się, że córka drugiego brata prababci, Alina, nadal żyje i mieszka w Dijon.
Kochany tymczasem w Polsce występuje w roli oprowadzacza. Wczoraj przyjechał Kuzyn Z Miasta Łodzi z żoną, dzisiaj Wu w swoim kabriolecie. Fred był z nimi na zamku, jadł sernik, chodził po Lubomierzu. Mówi, że nadal pachnie pastą do siedzeń z kabrioletu brata.
piątek, 25 sierpnia 2023
1348. Zmęczenie.
How can I make people recycle? rano dwaj starsi panowie w kawiarni przy stoliku obok ratowali świat. Jeden wyciągnął arkusze ze szkicem ... komiksu i pokazywał drugiemu jak ostatnio spędzał czas.
Lorejn odchodziła, więc po południu był lunch pożegnalny w Il Forno. Przyłączyłam się ... w końcu i tak trzeba było coś zjeść (połowę pizzy, jak się okazało, darmowej, przywiozłam do domu). Ale dzień pracowniczy zmarnowany, nie zrobiłam nic cudzego ani własnego (podniesiony z ekscytacji głos Lorejn wwiercał się mi w mózg). O tej porze nie mam czym myśleć, żeby zrozumieć co napoprawiałam w statystyce, więc tekst zostanie wysłany jutro. Kochany też bardzo zajęty, a ja tak odmóżdżona, że zapomniałam mu powiedzieć: skarpety są! Po powrocie zastałam pod drzwiami przesyłkę zapakowaną w plastikową torbę. Sądziłam, że to kurier taki zmyślny, ale nie. Anna do mnie zadzwoniła (z bingo), czy już wróciłam, bo opakowała mi pudło, żeby nie zamokło. Sąsiedzi w tym kraju ;) A skarpety suche. Dobra, koniec story time (tylko jeszcze zapiszę, że do Zbynia machałam i Zbyniu do mnie).
czwartek, 24 sierpnia 2023
1347. Jeszcze trochę.
Na plaży mnóstwo słonowodnych odpadów (patrz poniżej i znajdź martwego ptaka), może dlatego tuż przy brzegu pracowicie pyrkoliły dwa krewetkowce-drapieżniki (widać, że prąd przygnał plątaninę morskich domów).
Najpierw kupiłam flat white, potem udałam się w kierunku zacisznego zakątka, gdzie ostatnio lubię przestawiać kamienie i przy okazji znalazłam na plaży €5. Po powrocie ze spaceru chwilę czatowałam w ogródku z Anną jeszcze raz objaśniając jej grafik naszych wyjazdów i przyjazdów. Wyprałam bluzę z Buddą (może wezmę na podróż). Pozamulałam przed ekranem (Kochanem psuje się laptop, trzeba mu kupić nowy, więc sprawdzałam różne modele). A w sumie chodzi o to, że rano miałam pracować z Gronją, ale antycypowałam jej spóźnienie (i w efekcie brak pracy dla mnie). Zrobiłam bardzo słusznie i chwalebnie z tym spacerem, bo faktycznie nie byłam potrzebna.
Kochany tymczasem rano wyjechał z domu rodziców do Jeleniej. Już pokazywał jakie ładne mają talerzyki do ciast w jednej z kawiarń (ciasto zostało wcześniej zjedzone). Teraz Fred jest w domu, gdzie spędzi kilka nocy, i z okna widzi Bóbr (wierzę mu na słowo, bo na razie tylko ciemność). Tęsknię. Piszę. Medytuję.
___
edit 21:10 dzień był naprawdę piękny, pachnący późnym sierpniem. Widać jak niepostrzeżenie umknęła gdzieś większa część lata i o tej porze zapada już zmrok. Powoli cichnie szum dochodzący z głównej ulicy; w oddali dzieciaki kończą podwórkowe rozróby; u sąsiadki słychać włączony telewizor; w niektórych oknach rozbłyskuje światło żyrandoli.
środa, 23 sierpnia 2023
1346. Mąż poza domem.
Kochany obudził mnie pocałunkiem o wpół do szóstej, coś tam do niego marudziłam nieskładnie i tak się pożegnaliśmy. Jego lot był o czasie, więc jeszcze przed południem mąż przesłał mi zdjęcie ze słonecznego lotniska we Wro. Tymczasem, u mnie w pracy tylko 3 w porywach 4 osoby w budynku; cisza taka, że aż dzwoni w uszach. Ponieważ nie było szefowej Centrum, skończyłyśmy wcześniej ze wszystkim plusami tego faktu (obiad z Cedar Gate, zdążyłam na autobus przed trzecią i w ostatniej chwili umknęłam przed deszczem). Do domu. Holowanie opróżnionych koszy na śmieci do ogródka. Herbata. Drzemka. Łączenie się wi-fi z drukarką (działa!) oraz inne tego typu przyjemności. Odpaliłam plik z pracą mgr. Miodzio, nic się mi nie chce.
wtorek, 22 sierpnia 2023
1345. Rozbieg.
Truskawki kupione przez męża (pyszne, chociaż pewnie lekko mnie uczulają). W pracy nowiny (Luiza jednak nie przeprowadza się do Somerset, bardzo smutna dla niej sytuacja; dla mnie trochę też). Kochany przywozi mnie do domu i dalej szoruje podłogę w kuchni, potem robi obiad i do końca pakuje walizki. Początkowo założenie było takie, że jedzie na lotnisko na noc (wylot ma bardzo wcześnie, za wcześnie, żeby zdążyć naszym pierwszym wioskowym autobusem), ale gadu gadu i jest plan: o brzasku Katlin podwiezie go do Drołdy. W dużym bagażu Kochany spakował już moje buty na góry (powstaje więc zobowiązanie, żeby ich użyć). Wiemy też, kiedy jedziemy do Nowej Aleksandrii (świekra poinformowała nas u kogo mamy szukać kluczy do mieszkania). Rozmowa z mamą była (grafik środy oraz mglisty grafik całego pobytu dziecków w Kraju Przodków zapodany). Mąż odpina szelki od spodni ...
poniedziałek, 21 sierpnia 2023
1344. Jakoś trzeba przeżyć.
Obudziłam się w pustym łóżku i dość długo roiłam sobie, że Fred jest w kuchni. Odkrycie, że w domu nikogo nie ma naprawdę mnie zaskoczyło (Kochany zapomniał wziąć torbę z kanapkami, musiał się spieszyć). Na dodatek miałam sen o moim konsultancie statystycznym. Właśnie rozmawialiśmy (w internacie tłocznym jak Marszałkowska), gdy się mi młodzian pochorował. Po obudzeniu dłuższy czas nie byłam pewna czy mam dzisiaj te konsultacje, co studiuję i czy na pewno zdałam wszystkie egzaminy (to mój główny lęk senny: w śnie uświadamiam sobie, że gonią mnie terminy, a ja zapomniałam zdać egzaminu z poprzedniego semestru ... zazwyczaj jest to matematyka).
___
edit 19:15 Dużo frustracji, mało efektu. Spotkanie było, coś tam raportuję, ale nie do końca. Kochany wrócił po południu, trochę nawiózł prowiantu i żonę utulił. Mieliśmy dwa niespodziewane telefony, najpierw od świekry (z zapytaniem o grafik naszego przyjazdu), potem od Usz. Ten drugi był bardzo super. Szwagierka ze Szwagrowskim zdecydowali się na ślub (w najbliższym możliwym terminie — padło na listopad). Dobrze, że u nich też dobrze.
niedziela, 20 sierpnia 2023
1343. Szum deadline'u.
Późna pobudka. Rozmowa z mamą (sama zadzwoniła przez łocapa; święto!) o uniwersytecie trzeciego wieku i że zaraz jadą z tatkiem oglądać pałac i zjeść obiad na mieście. Gdzie popełniłam błąd? można sobie zadać pytanie. Czy jako córka byłam wystarczająco zrzędliwa i rzucająca kłody pod nogi? Widać, że nie. Ech. Czyli moi rodzice włóczą się po Dolnym Śląsku jak amerykańscy milionerzy, a u mnie mąż gotuje obiad (nogi kuraka z wczorajszego rosołu, oraz inne delicje). Kot nam niedomagał, nie jadł (zgroza!), ale nie tak, że gdzieś indziej się ożarł, tylko było widać, że coś mu leżało na żołądku (chodził po ogródku i jadł sałatkę z perzu). Na dodatek chyba boli go tylna łapa (kuleje tylko trochę, ale to dlatego, że on zawsze przemieszcza się tygrysio, więc nawet jak kuleje, to niby tak ma być). Pogodowo niedziela bardzo ładna, tylko, że znowu dołożyłam sobie do pieca spotkaniem umówionym na wieczór i wiadomo, że na prawdziwe odprężenie nie było szans. Nigdzie nie spacerujemy (Fred pisze scenariusz, ja piszę wszystko inne, czasem wychodzę do ogródka i sapię). Online spotkanie z dochtórką i koleżanką trwało ponad godzinę. O matko, dochtórka miała rację, powoli zaczynam nie cierpieć tej pracy.
sobota, 19 sierpnia 2023
1342. Cóż zrobić ...
Wybieram się z wszystkim jak sójka za morze. Zamiast od razu z rana pisać emilka do dochtórki, oglądam zdjęcia wąwozów na Krecie i skarpety na stronie dr Martensa (Fred kupił kilka). Poza tym rozbijam trzewiki kupione w lipcu. Ech, tabelki przerabiam w poprzek i od tyłu. Niezadowolona jestem. Ale cóż zrobić. Tzn. nie wiem. Bo też i przykro-przyjemna jest ta praca, gdy gałki oczne kontaktują się z mózgiem. Za to Kochany wkopał pszonaka w miejsce, skąd wyjęłam cebule narcyzów (badyl ładnie przezimował w donicy wystawionej na wiatr, a latem znowu zaczął przysychać, widocznie doniczkowe bezpieczeństwo we względnym ciepełku nie dla niego). I co jeszcze? Przekazałam Annie jabłka pozostawione przez kuzynkę; rosół zrobiłam i zjadłam; głowę mam gdzie indziej. Jeszcze przysiady zostały do odhaczenia i niemiecki na duolingo (wiem, że mnie niczego nie nauczą; tak tylko, z nawyku dziobię).
piątek, 18 sierpnia 2023
1341. Deszczowa buka.
Rano mżawka, brak gór na horyzoncie, po południu duże fale na morzu. W pracy byłam sama w biurze, cicho, spokojnie, dobrze się klikało. Po dziesiątej wyszłam na kawę, Kochany był jeszcze w mieście, więc spotkaliśmy się w Czarnej. Mąż wrócił do mnie po południu; kartofelki zostały kupione we wsi, bo się nam zapomniało wcześniej (jaskółki nad nami latały), i potem, właśnie z powodu jazdy przez Termon widzieliśmy białe grzywy fal (Kochany dokupuje też steki u rzeźnika rodzinnego i robi nam obiad).
A kiedy tak Fred robi obiad, grzebię w poczcie gmailowej, co ma tysiąc lat i kasuję, bo mi wysyłają ostrzeżenie, że się mi pojemność kończy. Ale co kasuję! Pierdyliard zawiadomień od wydawców podręczników, plany lekcji, oceny w tabelkach, brudnopisy protokołów z rad pedagogicznych, autorskie sprawdziany, zawiadomienia dla rodziców o ocenie końcoworocznej, listy wycieczkowe, plany naprawcze, sprawozdania z konkursów, odpowiedzi od organizatorów konkursów, gotowce ankiet ewaluacyjnych i raporty ewaluacyjne od nadobnej Goshi (to za Kluzik-Rostkowskiej było, w ogóle spora ilość materiału z lat 2012-2013, może ostatnio z 10 lat temu robiłam porządek), harmonogramy zespołu zadaniowego, sprawozdania roczne różne, w tym samorządu uczniowskiego oraz multum uczniowskich prezentacji w pedeefach. A kysz, znikaj przeszłości!
Kochany zaczął powoli pakować walizkę, żeby za kilka dni nie robić tego w panice. Nad wybrzeże przysnuła się deszczowa buka i zakryła sobą wszystko.
___
edit 20:00 no i proszę (trzy godziny temu jeszcze tlił się we mnie zapał, żeby iść na spacer, gods love me), dopiero teraz się dowiaduję, że buka ma na imię Betty (drugi sztorm imienny w sezonie), w nocy nad wybrzeżem ma przechodzić 7 w skali Beauforta. Ryszard wrócił do domu, został wysuszony kocim ręcznikiem i zapadł w sztormowy sen.
___
edit 22:20 jedzenie smażonej, baraniej wątróbki po dziesiątej wieczór? Ryzykownie. W głośnikach debiutancka płyta The Sugar Cubes (1988) wybrana na ene due rike fake (mój paluszek, Fred mówi stop).








