Pani Stempelek 3 (hebanowa) była przebrana za królewnę Śnieżkę. Królewna Snieżka usłyszawsze zamówienie o 7:25 zabrała się najpierw za robienie kawy na wynos i pewnie nawet nie musiałam jej mówić, że zaraz wrócę i zapłacę, ale powiedziałam :) Praca w Jamie łatwa jak zwykle (założyłam swojego wilkołaka tylko na chwilę, za gorąco), w drodze do/z czytałam Tortilla Flat Steinbecka i dokończyłam książkę po południu, jeszcze na dworcu. W domu czekał na mnie pyszny gulasz, czegóż chcieć więcej? Zanim Kochany zdążył wrócić z pracy, ściągnęłam nowego audiobooka Ewy Woydyłło o przydługim tytule, Zakręty życia (coś tam coś tam). Za darmoszkę, bo za pieniążki to bym pewnie aż tak bardzo nie chciała. Mam więc materiał do słuchania na jutro, pewnie szybko to łyknę.
Cały wieczór napierdalanie fajerwerkami. Szkoda, że zwyczaje zmieniły się tak bardzo na niekorzyść. Osobiście mi to loto, ale cały czas mam z tyłu głowy, że zwierzaki są zdegustowane. Obejrzeliśmy z Kochanym 1/3 Rękopisu znalezionego w Saragossie (1965) Hasa, kontynuacja jutro. Jestem zmęczona, zamierzam noc duchów wyleżeć na wznak.
***
Rok temu (gdy nie miałam ochoty na nic) z ówczesnego month in pics pozostały mi takie skrawki, które właśnie odnalazłam:








